Burt's Bees, Hand Salve
Dziś recenzja balsamu do rąk, który świetnie się u mnie sprawdził. Prawdziwe wybawienie dla szorstkich i przesuszonych dłoni z okresie zimowym. Zwłaszcza kiedy mam zmarznięte ręce dobrze radzi sobie z zaczerwienionymi palcami, skutecznie koi skórę.
Lubię opakowanie, metalowy pojemnik ładnie wygląda. Jest trochę niepraktyczne, można stosować je tylko w domu po umyciu rąk, inaczej będzie pełen zarazków. Mimo to jest bardzo dobry:)
Pachnie intensywnie, najmocniej czuję rozmaryn, przypomina mi trochę apteczne maści.
Konsystencja jest stała, błyskawicznie rozpuszcza się w ciepłych dłoniach, wystarczy niewielka ilość, żeby pokryć dłonie. Często smaruje też łokcie i kolana. Pozostawia lekką warstwę na dłoniach, na szczęście nie klei się i jest całkiem przyjemna. Nie ma mowy o ściągniętej skórze dłoni.
Od czasu do czasu nakładam na noc grubszą warstwę i nakładam bawełniane rękawiczki. Rano dłonie są mięciutkie i dobrze nawilżone.
Skład jak w przypadku wszystkich produktów Burt's Bees jest naturalny:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Cera Alba (Beeswax, Cire d`Abeille), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Lavendula Hybrida (Lavandin) Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Eucalyptus Globulus Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil, Tocopherol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Glycine Soja (Soybean) Oil, Canola Oil (Huile de Culza), Linalool, Limonene.
Kiedy mi się skończy postaram się zrobić coś podobnego, mam nadzieję, że mi się uda wykombinować dobre proporcje.
W torebce mam zawsze krem do rąk w tubce, ciągle szukam najlepszego, w domu najchętniej sięgam po ten balsam i po mało shea, bez którego nie wyobrażam sobie zimy. Mam do przetestowania kolejne kremy do rąk, o których niebawem napiszę.
Pozdrawiam:)
Lubię opakowanie, metalowy pojemnik ładnie wygląda. Jest trochę niepraktyczne, można stosować je tylko w domu po umyciu rąk, inaczej będzie pełen zarazków. Mimo to jest bardzo dobry:)
Pachnie intensywnie, najmocniej czuję rozmaryn, przypomina mi trochę apteczne maści.
Konsystencja jest stała, błyskawicznie rozpuszcza się w ciepłych dłoniach, wystarczy niewielka ilość, żeby pokryć dłonie. Często smaruje też łokcie i kolana. Pozostawia lekką warstwę na dłoniach, na szczęście nie klei się i jest całkiem przyjemna. Nie ma mowy o ściągniętej skórze dłoni.
Od czasu do czasu nakładam na noc grubszą warstwę i nakładam bawełniane rękawiczki. Rano dłonie są mięciutkie i dobrze nawilżone.
Skład jak w przypadku wszystkich produktów Burt's Bees jest naturalny:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Cera Alba (Beeswax, Cire d`Abeille), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Lavendula Hybrida (Lavandin) Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Eucalyptus Globulus Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil, Tocopherol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Glycine Soja (Soybean) Oil, Canola Oil (Huile de Culza), Linalool, Limonene.
Kiedy mi się skończy postaram się zrobić coś podobnego, mam nadzieję, że mi się uda wykombinować dobre proporcje.
W torebce mam zawsze krem do rąk w tubce, ciągle szukam najlepszego, w domu najchętniej sięgam po ten balsam i po mało shea, bez którego nie wyobrażam sobie zimy. Mam do przetestowania kolejne kremy do rąk, o których niebawem napiszę.
Pozdrawiam:)